czwartek, 1 sierpnia 2013

POCZĄTEK...

Sziemaszka.

Rysowanie towarzyszy mi od zawsze. W przedszkolu zawsze chętnie brałem się za wszystkie prace plastyczne, tak samo w podstawówce.
Kulminacja moich zainteresowań to 4 lata technikum w zespole szkół im. I. Łukasiewicza. Lekcje były tak zajmujące, że większość zeszytów zamiast notatek zawierała rysunki. Szalone czasy.
Po szkole próbowałem swoich sił w jakiejś szkole plastycznej, ale musiałem ją porzucić po roku. Niczego się nie nauczyłem poza tym, że malowanie martwej natury nie jest dla mnie :(.
Nigdy tak na prawdę nie poświęciłem się rysowaniu w takim stopniu jakim powinienem, dla tego moje rysunki są jakie są, ale...życie jest krótkie, nie wiadomo co po nas zostanie, więc może warto pokazać te rysunki komuś jeszcze...a nóż się spodobają, kto wie :)

Nie będę ukrywał, że nasilająca się od lat depresja i ogólna niechęć do wszystkiego miały odbicie w moich rysunkach. Moja terapeutka nazwała je DESTRUKCYJNYMI. Trudno się nie zgodzić :).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz